19 lipca 2007, 11:29 - czwartek
lipiec 2007strona główna
notka

Trzeba od czegoś zacząć po tak długim okresie nieobecności blogowej. Po części jest to spowodowane tym, że o dobrych rzeczach trudno się pisze, po części ogólną dezorganizacją mojej osoby. Tak więc zacznę od pewnych miejsc osobliwych w życiorysie i dookoła nich myślę, że coś mi się uda stworzyć. A więc trzeba coś o ślubie, o uczelni, o ogóle też :) Zaczniemy od ogółu.

 

Skończyłam 23 lata, co wydaje mi się być jakiś tanim żartem. Mój brat jak miał 23 lata to był dla mnie dorosły. Powtarzam to chyba przy każdych urodzinach od dwudziestych. Dziwnie mi, bo mam świadomość, jak wielkim smarkaczem jeszcze jestem, jak mało wiem o życiu. I jak wiele sobie pakuję w tym roku na głowę.

W dniu urodzin podjęłam kolejną heroiczną próbę rzucenia palenia. Przygotowywałam się do niej schodząc z ukochanych goldenów na vogue i r1. Było i jest bardzo ciężko. Trzymam się dzielnie już od tygodnia, nie licząc tego jednego Camela na imprezie. Nie zaczęłam przez to palić na nowo, a wręcz uświadomiłam sobie, że nie mogę przyjmować takich dawek alkoholu, bo inaczej bez wątpienia sięgnę po papierosy. I zamierzam wyciągnąć wnioski i przestrzegać. Howgh. Powiedziałam. Jeśli przez najbliższy czas (c.a. 2 miesiące od dziś) nie zapalę ani jednego, nawet na imprezie, to powiem że zaczęło mi dobrze iść. Nie mogę sobie ufać, niestety.

Staram się oczywiście nie objadać z braku nikotyny, ale pierwszego dnia nie było innej metody na zszargane nerwy niż wielka kanapka na kolację (ja i kolacja? rzadkość). No i muffiny. Odkąd kupiłam foremkę do muffinów nie ma dnia, żebym nie szukała jakiegoś fajnego przepisu. Mam wypróbowane Nigelli czekoladowe (pyszne!!! nie dawać do środka białej czekolady Milka, ale gorzki wedel jest idealny) oraz muffiny Kręglickiej, ja piekłam z jagodami. Zakochałam się z tych małych babeczkach. W najbliższym czasie zamierzam powołać czekoladowo migdałowe. I koniecznie wiśniowe. Te z owocami, są zawsze bardziej gliniaste od takich z kakao i czekoladą, ale też mi smakują.

Objadać się jednak nie mogę, bo 30 lipca suknia będzie gotowa. Jest piękna, zielona tak jak chciałam, a jaskrawy biały szal jest pożądanym akcentem. Kwiaty zamówione (zielone storczyki), wisior już jest, potrzeba mi tylko kolczyków. Bieliznę tez nabyłam, inwestując w gąbkę, żeby mi się suknia lepiej układała ;> Tomasz też już trochę ubrany, bo kupiliśmy garnitur, zgodnie z przewidywaniami - w Warszawie. Grafitowy, jak ja chciałam, z lekkim prążkiem, jak on chciał, z krawatem w kolorze wina, jak chcieliśmy oboje. Jeszcze buty i koszula, ale to się załatwi już tutaj.

Ślub to także prezenty, nie udaję, że mnie to nie interesuje. uwielbiam dostawać prezenty, a całe szczęście mam szanse na całkiem ładne. Między innymi ta oto Ćmielowska Happa, na punkcie której zwariowałam zastępczo po Białej Marii. I jeszcze parę innych przydatnych rzeczy, które wybraliśmy razem z Tomkiem. Sprawia mi to ogromną radość, to wybieranie, tak samo jak urządzanie się w moim nowym domu. Oczywiście przeprowadzam się dopiero po ślubie, więc na razie po kawałku przygotowuję grunt. Okazało się oczywiście, że moje ciuchy się nie zmieszczą, stąd niezbędne było nabycie tej szafy oraz tych dwóch komód (jedną kupiłam za swoje ostatnie stypendium i poczułam, że warto się uczyć :)). I teraz kiedy są już meble, to przewiozłam płaszcz zimowy, grube swetry, zrobiłam także przegląd części Tomaszowych ciuchów. Jakoś się pomieścimy, resztę będę powoli, w partiach przywozić. Szafy na biżuterię mam, to podstawa, książki się zmieszczą na otwartych i zamkniętych półkach, Szekspir na dvd się gdzieś wciśnie, maskotki na szafę (Łoś od Szulera na monitorze!, tak samo świstak od Mauej, oraz mój osobisty dinozaur William, przywieziony z Muzeum Historii Naturalnej)

Do kuchni nabywam rzeczy praktycznie bez opamiętania. Oliwkowa łapka do gorących garów dla mnie, czerwona dla Niego. 10 kopystek na jarmarku świętojańskim, metalowe miarki z IKEA, plastikowe z "cups", do angielskich przepisów. Miski, miseczki, kamionkowy komplet do zapiekanek. Codzienną zastawę dostałam już od Mamy, bo kupowała nową. W ogóle Mama jest przejęta moim "posagiem". Ściereczki do naczyń już jakieś kupiła, pościel zieloną i czerwoną, komodę jedną zasponsorowała - mówi, że gołej mnie z domu nie odda, co bardzo mnie cieszy i wprawia w lekkie zakłopotanie.

Na koniec, skrótowo uczelnia. Absolutorium było naprawdę kiepskie, źle zorganizowane i wściekłam się tak, że prawie płakałam ze złości. Ciągle chodzę do laboratorium, pisanie pracy mi bardzo nie idzie.

No i zwykła praca ;/ Wysłałam odpowiedzi na kilka ofert i nic.

Szkoda gadać.

   Komentarze: 2
1.
tommy   e-mail  www
» 2007-07-19 14:59 » ---.cdif.cable.ntl.com
Wow..

btw - mi stuknelo dzis 485 dni bez papierosa, jak bedziesz chciala powolac grupe wsparcia - polecam sie ;)

pozdro - tommy ;o)
 top
2.
iskanna   www
» 2007-07-19 22:50 » ---.eastwest.com.pl
Na jednym wydechu się czytało :)
 top
   Dodaj komentarz: