Powszechnie wiadome jest, że każdy człowiek z jakim się spotykamy, każda sytuacja zmienia nas w jakiś sposób, zostawia w nas jakiś ślad, czy nawet większe piętno. A osoby bliskie nam robią to bez wątpienia silniej. Ja myślałam sobie dzisiaj o tych śladach z przeszłości, ale nie duchowych tylko bardziej materialnych. O rzeczach, piosenkach, słowach, które kojarzą mi się z danymi ludźmi. Oczywiście większość ludzi na tej liśćie to moi eks, no ale ;)
Na przykład dzięki pierwszej dziewczynie mojego brata Michała, pięknej Michaeli, do końca życia będę pamiętać, że kawa rozpuszczalna to instant coffee. Owo dziewczę narodowości niemieckiej przyjechało do nas uczyć się języka i coś jeszcze robić, nawet nie pamiętam. Podczas pierwszej wizyty Michał chciał poczęstować ją kawą, ale za żadne skarby nie mógł znaleźć słowa na Neskę. Na szczęście Mama przyniosła słoik z kuchni i Michaela radośnie wykrzyknęła "Aaaa! It's instant! You should just say Nescafe...". I tak, pamiętam.
Z kolei Marcinowi zawdzięczam trochę muzyki i trochę humoru - to on pokazał mi The Pixies, to dzięki niemu uwielbiam tekst "korespondencji pośmiertnej " Świetlików. Pamiętam, ze po raz pierwszy usłyszałam tę piosenkę podczas powrotu z Puszczykowa, wieczorem. I mam ten moment zawsze przed oczami jak słyszę ten utwór. No i z Nim poszłam po raz pierwszy do radia i leżałam na podłodze kwicząc ze śmiechu w realizatorce Afery.
Michał dał mi Kraków zwyczajny, codzienny, bez zabytków. Moją miłość do tego miasta pomnożył chyba z 5 razy. Nocne powroty przez wiecznie żywe miasto, pierwsze chwile samodzielności. Pokazał mi także góry i podarował "Summer '68" Floydów.
Cachotterie , gdy jeszcze chodziłyśmy razem do liceum, zaraziła mnie słówkiem sophisticated, chociaż dokładnie nie wiem, z czego to wyniknęło. No i dzięki jej koszulce z Gazety Wyborczej (?) z piękną krówką przyjęłam powiedzonko "zraniłaś mnie tu, w krowę!" połączone z pokazywaniem na biust/klatkę piersiową/whatever. Do teraz tak mówię, modyfikując w zależności od sytuacji (boli mnie w krowie).
Robert to dla mnie smak Imiglikosa i Monica Bellucci jako najpiękniejsza kobieta świata. Także przez niego nigdy w życiu nie tknę Finlandii Cranberry. No i DjShadow to też jego zasługa. Chyba gdzieś jeszcze mam płytę, którą mi nagrał. I Röyksopp i GusGus i "Paradise (not for me) ".
Jak coś przypomni mi się, dopiszę.









