14 stycznia 2006, 23:33 - sobota
styczeń 2006strona główna
kobiecość w pełnym wymiarze, czuję się bóstwem.
Nie znam powodu, hormony przy okresie chyba aż tak nie szaleją, ale właśnie dziś, właśnie dwie minuty temu (a jest 23:07, w momencie gdy pisze te słowa) poczułam się bóstwem. Kobiecość moja i piękno mojego życia spadły mi na głowę jak kreskówkowe 16 ton z obowiązkowym napisem „ACME".

Jest sobota wieczór, zakończyłam już naukę na dzisiaj, zbieram się do spania, zrobiłam łóżko, zdecydowałam, że nie idę jednak do wanny, masuję swój lekko bolący brzuch, rozważam no-spę na dolegliwości kobiece i nie tylko. Ale to nie jest jakoś ważne.

Siedziałam te dwie minuty temu przed komputerem, jak teraz, wyłączałam 40tude, ziewałam. I nagle, bez żadnego ostrzeżenia przeszło mi przez myśl, że jestem bardzo szczęśliwa. Skąd nagle to poczucie, skąd nagle ta notka, dlaczego akurat dziś - nie wiem.

Szczęście moje budowało się już od zeszłego roku, tak w pełni to od maja. Obecność RG i łączące nas uczucie były tymi elementami, których brakowało w mojej perfekcyjnej układance. Studia, rodzina, przyjaciele, wszystko pasowało do siebie i lśniło. Zdrowiem jak zawsze się nie przejmowałam, nie ma co gadać. Po dołożeniu ostatniego fragmentu, poznałam szczęście w wersji „pure", 100%, „all in one", wersja exclusive. I ono trwało. Tak przecież powinno być, prawda?

Momenty podobne do dzisiejszego olśnienia przeżywałam nie raz, słabiej lub silniej, często z rozmarzonym wyrazem twarzy, u boku RG, z uśmiechem zasłanianym przez pocałunki. Albo w samochodzie. I w tramwaju, wprawiając większość szarej masy w osłupienie, gdy o 6:52, wsiadając do 17tki obdarzałam wszystkich promiennym uśmiechem.

Co najdziwniejsze, szczęście było ze mną *zawsze*. Mniej lub bardziej się manifestując. Było nieustannie, bez kryzysu, bez zwątpienia. Przyzwyczaiło mnie do siebie bardzo, ciągłą eskalacją. I ból się przy nim nie liczył, nawiązując do poprzedniej notki. Ono koiło, najczęściej w formie ciepłej ręki ukochanego mężczyzny, czy Jego zasmuconej miny, na widok której ja natychmiast zmieniałam się w bohaterkę, mimo, że fizycznie byłam właśnie w okolicach Waterloo.

Każde szczęście ma jakieś punkty osobliwe. Początek, czasami koniec, czasami burzliwe przejście do innej fazy szczęścia. Burzliwe nie znaczy złe, ależ skąd. Ziemia się trzęsie także przy orgazmie, nieprawdaż? (vide Pani Jeziora i adeptka Nimue)

Mój wybuch, moje tsunami, moje trzęsienie ziemi, kataklizm, wymieniać by można bez wytchnienia, nastąpiło niedawno. Moje... nasze. I nie mówię o orgazmie, skądże znowu.

Od 1 stycznia tego roku jestem zaręczona.
W przyszłym roku biorę ślub.
Jestem szczęśliwa.
Jestem najszczęśliwsza.

Czuję się też kobietą, prawdziwą, z krwi i kości. Taką, jak można się czuć przy prawdziwym i kochającym mężczyźnie. Czuje się kobietą, bo w oczach, które mnie obserwują widzę siebie naprawdę. Wiem, jak cudownie się uśmiecham czasami, jak krągłe i zgrabne są moje pośladki, jak potrafię zrozumieć, jak potrafię kochać... Czuję się kobietą, bo zamierzamy w czasie nie do końca określonym stworzyć rodzinę. Będę żoną. Będę matką. Będziemy razem.

To mnie dzisiaj wypełnia, przelewa się na klawiaturę, jest zapewne banalne w oczach potencjalnego przechodnia, ale dla mnie jest absolutnie wyjątkowe.

Ty jesteś wyjątkowy.
To, co nas łączy jest wyjątkowe.

Spoglądam na prawą rękę (zima jest, palce mam szczupłe, latem przełożę na lewą). Krążek z białego złota, odrobina brylantu, nasza decyzja. Czuję się jak Marylin Monroe. Czuję siebie związaną z Kimś. Zawsze przez duże K. Przyszły mąż. RG

Piszę słowa, czytam słowa, kręci mi się w głowie od słów. Wypowiadane w ciszy pokoju, nabierają mocy, jakiej nigdy nie widziałam w wypowiedziach innych ludzi.

Jestem zaręczona. To znaczy, że zdecydowałam się spędzić z Nim całe moje życie. To znaczy, że staniemy w USC i przez 15 minut stanie się jedna z najważniejszych rzeczy w moim życiu. To znaczy, że muszę przestać zostawiać waciki i wkładki w łazience po użyciu, mężczyźni ponoć bardzo tego nie lubią. To znaczy, że jestem szczęśliwa.

Śpij Kochany.
Już niedługo będę Ci to szeptać do ucha.

Obrzydliwie banalna.
Obrzydliwie szczęśliwa.

   Komentarze: 0
   Dodaj komentarz: