16 stycznia 2009, 16:30 - piątek
styczeń 2009strona główna
się wspomniało
Uzupełniałam ostatnio kalendarz na rok 2009, wpisując wszelakie imieniny, urodziny, rocznice etc. Rzuciło mi się w oczy, że pierwszego stycznia minęła 3. rocznica naszych zaręczyn. I tak jakoś mi się przypomniały te zaręczyny i okoliczności z nimi związane.

Same zaręczyny były o tyle śmieszne, że Tomasz nie zapytał mnie tak naprawdę, czy za Niego wyjdę. To była dłuższa gadka o życiu i miłości, którą mu nieustannie przerywałam, bo tak naprawdę nie miałam świadomości co się kroi. Efektem tej gadki był mój pierścionek, ale samo pytanie nie padło.

To był czas, kiedy mój Ojciec nie był przekonany do Tomasza. Bo długie włosy ma. Bo czerwone. Bo po rozwodzie i z dzieckiem. Podejrzewam, że cały czas miał nadzieje, że nic z tego nie wyjdzie. Nie był więc zbytnio zachwycony, gdy po powrocie z Warszawy, gdzie do całej sprawy doszło, poinformowałam Rodzinkę o naszych planach. Jego reakcją były trzy słowa "przyjąłem do wiadomości". Niefajnie.

Mama jak to Mama, przyjęła to ze spokojem i trochę radością, ale bez przesady. Brat Adam musiał być do bólu normalny, bo nie pamiętam nawet Jego reakcji. Ale Brat Michał... to było coś. Podręcznikowa sytuacja, jak należy przyjmować wieść o zaręczynach siostry, nawet, gdy ma ona dopiero 21 lat. Zostałam wyściskana, złożył mi gratulacje i natychmiast chciał się dzielić wiadomościami z Natalią, wtedy jeszcze tylko Jego dziewczyną. Jego entuzjazm i emocje wyrównały mi reakcję Ojca. A były tym bardziej ważne, że od dawna chciałam, żeby to Michał był naszym świadkiem.

I był najlepszym świadkiem świata.
Tak samo, jak jest najlepszym Bratem świata.

   Komentarze: 0
   Dodaj komentarz: