Jest przepięknie, powietrze jest rześkie, słońce świeci wiosennie, pąki na krzewach powoli, nieśmiało się rozwijają. Dzieciaki wysypały się na plac zabaw, wiatr trochę wieje, więc Matki podbiegają czasami i poprawiają kurtki przy szyjach. Jest wczesne, niedzielne popołudnie.
I w takich momentach to słońce za okna, te krzyki podczas gonitwy, poszczekiwania wesołych psów, to wszystko radosne i wiosenne zaczyna kiełkować i we mnie. Zamykam wczorajsze martwienie i humor nie do końca poprawny, pielęgnuję swój problem już w spokoju i bez histerii, odkrywam pokłady niesamowitej energii. Dobrze jest i tylko brakuje mi sprawnego roweru, żeby pojechać nad Maltę i w lesie, gdzie nie będzie nikt mnie słyszał, wydać z siebie dzikie, radosne, pełne nadziei: Ihaaaaaaaaa!









