30 kwietnia 2005, 16:57 - sobota
kwiecień 2005strona główna
samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie...

Szalona sobota, nie ma co. Matka w pracy, a ja od rana popierdalałam załatwiać wszystko, co było do załatwienia. Jakoś trzeba było obskoczyć na miejscu dwa sklepy z zakupami, podjechać do PiPa i do Selgrosu, kupić wiązankę na ślub, załatwić telegram, zapakować prezent. Prezent też ja kupowałam. Latałam wczoraj po mieście po zajęciach i jeszcze po południu w IKEI byłam, fajne kartony tam mają. Jeden dostała ta, co za mąż wyszła, drugi został dla mnie. I Tata mi loda kupił, takiego z maszyny. Co z tego, że córeczka popyla obok Ojca na obcasie i wie już co to jest penis, ważne, że można pomarudzić o loda i pogadać z własnym Tatą. No a ślub to kuzyneczka brała, taka co chodzi za mężem z ryczką, bo Ona ma 160cm on 200 :) Ale co sobie Pana Młodego wycałowałam, to moje, przystojny owszem owszem. Ryżem rzucać też się zdarzyło i w ogóle fajnie. Nie wiem skąd rodzinna obsesja skierowana do Matki "Gośka, Ty tej swojej córce w ogóle jeść nie dajesz". Nawet jeśli nie daje, to ja sobie sama biorę! A to, że przy wychodzącej ósemce nie jadłam 5 dni i schudłam 5kg to nie moja wina, naprawdę. I nie wyglądam jak szkielecik, naprawdę. Fakt, wszystko mi z dupy zjeżdża, włącznie z moją ukochaną falbaniastą spódnicą, w kolorze beżowym, długa, piękna, ah oh eh. Ale na biodrach się trzyma i tak ma być. No i sezon mniejwięcejletni zainaugorwałam dzisiaj tą spódnicą i bluzką w kolorze lipy i srebrnym kompletem - świadectwem dobrego gustu mojej Chrzestnej. Zajebisty ma ten gust, no nie ma co. No i obcasik też się sprawdził, byłam piękna, nie ma co. Farbę sobie nową kupiłam, tym razem o wdzięcznej nazwie "dzika orchidea", ciekawe, jak wyjdzie, Madziara zabierze się za to w środę jakoś. Szkoda, że tak późno, bo ja zdaje mi się we wtorek z już nie moim przystojnym Charlesem wybywam. I wybędę spłowiała niestety. Może chociaż Magdowa Mama zdąży z przerobieniem moich spodni z rozmiaru 38 na 36 (w pasie, w pasie, biodra mam wielkie jak słoń). Się zobaczy.

Na razie słucham "Listu do M." i nie oglądam się na chlew za moimi plecami. Chyba zwalę wszystko w jedno miejsce i pójdę spać. Peeling uprzednio wykonawszy. Albo maseczkę. Albo se nogi ogolę z moim żelem jagodowym, cholera wie, ale w wannie poleżę na pewno. A może nie z kosmetykiem ino z Kingiem? E, bo się będę bałą, że mi coś z kanalizy wyjdzie. Hihi ;>

   Komentarze: 0
   Dodaj komentarz: