No dobra, trzeba napisać o sobie pięć mało znanych rzeczy, takich o których się wcześniej nie pisało. No cóż, nie jest to proste, ale postaram się, skoro wytypowały mnie dwie miłe panie: Iskanna oraz KAnusia. No to zaczynam.
1) W końcowych klasach podstawówki oraz na początku liceum byłam wielkim i paskudnym pasztetem. Ważyłam 77kg, miałam jakieś 167cm wzrostu i wyglądałam jak trzydrzwiowa szafa, z nieodłaczną opaską w szopie sianowatych popielatych włosów. Byłam ponoć także straszną kujonką, więc sumując to wszystko, mało kto mnie lubił.
2) Pierwszy raz byłam zaręczona mając lat 17, pierścionek był duży, srebrny, a mężczyzna całkiem kochany. Duża różnica wieku między nami, głupota nastolatki oraz parę innych czynników sprawiły, że do ślubu nie doszło. Pierścionek najpierw próbowałam oddać, potem schowałam gdzieś głęboko, a potem nosiłam przez parę lat, aż jakiś czas temu oddałam go koleżance. Z niedoszłym mężem do teraz się spotykam na grruncie koleżeńskim.
3) Będąc młodą i głupią, ubzdurałam sobie, że ten świat mi się nie podoba i postanowiłam zmienić miejsce pobytu na inne. Po sześciu godzinach od nafaszerowania się lekami odczułam nagły głod życia i oddałam się w ręce fachowych sił medycznych. W szpitalu było potem bardzo wesoło.
4) Mój pierwszy poważny kontakt z alkoholem odbył się po projekcji "Pana Tadeusza", gdy miałam chyba 15 lat i byłam na filmie z klasą z liceum. Po filmie udałam się na pętlę Pestki na Sobieskiego razem z kilkoma kolegami, gdzie piłam nalewkę wiśniową, która smakowała jak soczek i usiłowałam palić samosiejkę. Na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że naprawdę nie wiedziałam, jak może działać alkohol. Efekt był taki, że po wypiciu ponad litra nalewki, najpierw film mi się urwał, potem żołądek zbuntował się na cały świat, potem wsiadłam w autobus 74 i usiłowałam dojechać z Sobieskiego do domu... W autobusie przeżyłam kolejne problemy żołądkowe i zostałam wywalona z niego przez kierowcę. Resztką sił złapałam taksówkę na Garbarach i za pieniądze przeznaczone na sieciówki dla całej rodziny wrócilamm do domu. do drzwi odprowadziła mnie sąsiadka, a ja cały czas płakałam, twierdząc, że nie chciałam, co zresztą jest zgodne z prawdą.
5) Mam za sobą imponujacą karierę muzyczną. Pomijając chór i zespół kościelny, dwa razy występowałam na koncercie z zespołem happysad. Do tej pory jest mi trochę wstyd, bo zbyt efektowne to nie było, ale mam zdjęcia i jestem w sumie zadowolona z tego faktu. I rozdałam przez to aż 4 autografy. ROTFL
Dobra, kończymy to zwierzanie, czas na typowanie, kto dalej wchodzi do gry. Ponieważ mam wątpliwości, czy ktokolwiek czyta tego bloga, to jestem sceptycznie nastawiona do odzewu ze stronu mojej piątki, ale poproszę: Kaja, Lady Pasztet, cashew , brain oraz Kot .
(ja czytam, ja!)
I czy w końcu zaczną? ;)









