Biją skutecznie, aczkolwiek osobą bitą najczęściej jest niżej podpisana. Niestety w natłoku moich ostatnich już praktyk okazało się, że czasu wolnego mam niewiele, a już na pewno nie jest to czas, który mogłabym przeznaczyć na pisanie. Przez ostatnie trzy tygodnie mój czas wypełniało przygotowywanie lekcji dla licealistów, a w rzadkich przerwach wykonywanie czynności organizacyjnych związanych ze zbliżającym się powoli ślubem. Te chwile naprawdę wolne wykrozystywałam na spanie i na wygrzebywanie się z wkurwu wywołanego praktykami.
No ale ad rem.
Praktyki w liceum są cholernie trudne. To nie jest użalanie się nad sobą tylko stwierdzenie faktu. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, trzeba było iść do LO nr30cośtam i zagadać z nauczycielką, żeby wyrobić tydzień a wpisać sobie cztery. Niestety, ta droga nie jest dla mnie. Uczciwie wróciłam do swojego liceum, które w moim prywatnym mniemaniu należy do Świętej Poznańskiej Trójcy, bo naprawdę chciałam się czegoś nauczyć i spotkać z wysokim poziomem stojąc z drugiej strony biurka. Chciałam, to mam...
Na początku otrzymałam klasę I biol-chem oraz II informatyczną. Ten, kto sądzi, że lekcje biologii w klasie o profilu informatycznym są łatwiejsze zdecydowanie się myli. Młodzież, która kształci się na informatyków i wśród której moje wprawne oko wyłapało co najmniej 2 młodocianych geeków, biologię ma w bardzo głębokim poważaniu. Czy można im się dziwić? No teoretycznie nie, w końcu to ich ostatni rok tego przedmiotu, ale praktycznie nie jest to takie proste. Naiwnie twierdziłam, że podstawy genetyki mendlowskiej, jako konkretne, okraszone schematami i solidnymi zasadami mogą być chociaż trochę interesujące. Nie trzeba chyba dodawać, jak bardzo się myliłam. Notatki prowadzi co drugi, na pytania odpowiada co dwudziesty (w klasie są 32 osoby, a w grupie 16), a wszyscy bardzo chętnie załatwiają sobi zwolnienie z lekcji, bo PanWielkaSzycha, absolwent naszego liceum postanowił zdobyć uznanie w oczach młodzieży i rozganizować partyjkę brydża. Horror trwał dwa tygodnie, a pikanterii dodał fakt, że jednego dnia zostały źle ułożone zastępstwa, a ja zostałam poinformowana, że nagle zamiast grup mam dwie lekcje w całej klasie i powinnam sobie dać radę przez 1,5h. Kiedy już zdenerwowana wykombinowałam, czym mam ich zająć okazało się, że błąd siedzi na błędzie w tych zastępstwach i miałam lekcję z całą klasą i lekcję z grupą, co jak wiadomo rozwala skutecznie każde plany. Szczególnie, jeśli pani profesor (tak do mnie mówili, no haloooooo!) nie została poinformowana, że temat, który ma przeprowadzić jest klasie totalnie i zupełnie obcy. No i spieprzyłam sprawę, bo nie bylam przygotowana na łopatologię. Lekcję prowadziłam sumie 3 razy - raz cała klasą, raz w grupie, żeby poprawić swoje błędy, trzeci raz całą klasą, bo tak kazała opiekunka.
Wściekłam się wtedy niesamowicie, bo wypadałoby mnie poinformować o pewnych faktach (wcześniej o zastępstwach i o stopniu przygotowania klasy), ale nieeee, co tam.
Niestety wściekałam się jeszcze parę razy, bo prędko okazało się, że jak pani Aleksandra robi lekcję to jest stos uwag, a jak pani Asia (Misia, praktyki robimy we dwie) to jest wszystko ajka*. Zrozumiałabym, gdyby uwagi pani opiekun były kierowane do mnie, po lekcji, może z jakąś radą, ale nie, co ja wymagam! Uwagi były okraszane półgodzinnym strojeniem min na lekcj, a przekazywane nie mnie, ale hospitującej mnie Aśce. Dopiero od niej dowiedziałam się, że nazwa którą stosuje, a która znajduje się w "biblii" Szweykowskich jest nieodpowiednia. No żesz! Że już nie wspomnę o tym, że lekcja powinna być robiona wg schematu ABC, który stosowany jest od 20 lat i widać go jeszcze w zeszycie pani opiekun, chociaż już blaknie. Inne wersje są niedopuszczalne, a jak uważam, że dam radę zrobić coś takiego, to hehehehe prosze bardzo (tu rechocik pani opiekun, skierowany oczywiście do Asi).
Narzekam, wiem, ale często czułam się traktowana niesprawiedliwie.
Po 2 tygodniach wszystko się zmieniło. Dostałam klasę II biol-chem, oddałam informatyczną Asi, słoneczko wyszło, a pani opiekun humor się poprawił. Teraz wszystko co robimy jest dobrze, nawet to co ja robię ;> Niestety dwa biochemu to jest ogromna ilość pracy, w związku z tym spędzam długie godziny szykując lekcje, folie etc. Rano wstaję o szóstej, żeby dokończyć. Tomka widuję na krótko i mało intensywnie,a le to i dobrze, bo jakbym się do niego próbowala przytulić to zasypiam od razu. A w tym tygodniu wszystkie lekcje z klasą II mam zamiast grup - całą klasą. Co w efekcie oznacza zamiast trzech - 5 tematów. Super.
Co oczywiście nie zmienia faktu, że jestem niepoprawną optymistką. Niektórzy twierdzą, że to dlatego, że kończę praktyki już za 2 dni, ale uczciwie mówię, że to nieprawda. Ja nadal dobrze się czuję w zawodzie. Tylko pani opiekun mi mocno ponadeptywała na odcisk. Bywa.
A tak z innej beczki - skrótowo bardzo, więcej będzie w weekend - obrączki zamówione, menu wybrane, jutro jadę projektować suknię. Dla odmiany od tego, co noszą - zieloną. Stay tuned.
*nie ma związku z ajta. nawiązanie do dziecięcego słownika, bo tak to wyglądało "ach jak ślicznie, ajka, ajka" i pogłaszczmy się po główce
O dziwo update silnika poszedł sprawnie i szybko i co ciekawe i dziwne zarazem wszystko wydaje się działać. Mam nadzieję, że skończą sie problemy z datami. Reszta bez zmian w zasadzie oprócz poprawienia dostępności (filtr antyspamowy zamiast captcha)









