Życie ze stomią nie jest ani straszne, ani cudowne. Jak wiekszość sztucznych dla organizmu człowieka rozwiązań, także sprzęt stomijny może zawieść. Jest to złośliwość rzeczy martwych, trudno. Sama stomia jest natomiast żywa, ukrwiona i - obawiam się - myśląca i złośliwa do bólu. No chyba, że istnieje zależność - jaki właściciel, taka stomia...
Generalnie najbardziej wkurzające pomysły panny S. to:
- przypominanie o swoim istnieniu w rozmowie z profesorem, czy też innym ważnym przedstawicielem góry (głośne buuuurp, pf, pf, pf, burp) - zachwycające w swojej prostocie, szokujące dla obu stron, jeśli wydarzy się akurat w pełnej zastanowienia ciszy
- analogiczne działanie w intymnych chwilach z ukochanym, stomia szczególnie upodobała sobie odpowiedzi na kwestie typu "Kocham Cię" etc. - zdecydowanie śmieszne, ale kurcze, średnio pasuje do sytuacji :P
- "wspominatoza" - podczas porannych czynności higienicznych, czyli zmieniania sprzętu, w momencie w którym zaaplikowano puder, pastę i generalnie trzeba tylko nałożyć świeży sprzęt, stomia przypomina sobie, co wczoraj jadła na kolację - czynności higieniczne wykonujemy od nowa bluzgając pod nosem wyjątkowo kwieciście - w przypadkach skrajnych grozimy stomii zaklejeniem plastrem i powolnym zdychaniem w męczarniach (to opcja, gdy panna S. cierpi na wspominatozę raz na minutę)
- zacięcie olimpijskie do pokonywania rekordów odległości... ale o tym już nie będę pisała, bo sa pewne granice ;)
I tak się lubimy, na szczęście.









